Każdy z piłkarskich kibiców pamięta mecz finałowy mundialu w 1998 roku. Rozegrany w Paryżu pojedynek między Francją a Brazylią sprawił, że tytuł mistrza świata w piłce nożnej powrócił na 4 lata do Europy, a Francuzi automatycznie zakwalifikowali się do kolejnego mundialu. Dwa lata później trójkolorowi dołożyli jeszcze tytuł mistrza Starego Kontynentu.
Jednak w 2002 roku na Mistrzostwach Świata rozgrywanych w Azji nie strzelili nawet bramki, przegrywając z Senegalem czy Danią i zajmując w swojej grupie ostatnie miejsce. Po takim wyczynie Francuzów FIFA zdecydowała, że od następnych mistrzostw obrońca tytułu będzie musiał kwalifikować się do turnieju finałowego (tak jak od zawsze dzieje się w Mistrzostwach Europy).
Sensacja z 2002 roku potwierdziła tylko regułę, że gospodarz-mistrz świata w kolejnych mistrzostwach jest największym przegranym, a decyzji FIFA nikt nawet nie zakwestionował. Całe środowisko piłkarskie jednoznacznie stwierdziło, że słaby obrońca tytułu powinien polec już w kwalifikacjach i jeśli tak się stanie to nawet będzie lepiej jak kolejny mundial odbędzie się bez niego.
Czy przypadek Francji jest jedynym w historii? Jeżeli chodzi o mistrza-gospodarza to tak. Natomiast pozostali mistrzowie świata na przełomie osiemdziesięcioletniej historii mundialu zajmowali przeróżne miejsca w kolejnych mistrzostwach. Patrząc na powojenną historię to cała statystyka dotyczy piłkarzy Brazylii. Po zdobyciu mistrzostwa świata w 1958 roku, obronie trofeum cztery lata później, odpadli w fazie grupowej mundialu w 1966 roku.
PH

